Przejdź do treści

„Odwaga bycia nielubianym” – ile wolności tracimy, aby zasłużyć na akceptację?

Książka o wolności od potrzeby aprobaty, odpowiedzialności za własne wybory i budowaniu relacji z innymi. Poznaj najważniejsze idee psychologii Adlera i sprawdź, czego ta książka może nauczyć o odwadze życia na własnych zasadach.
Odwaga bycia nielubianym – akceptacja siebie mimo opinii innych
Spis treści

Człowiek może przez wiele lat żyć całkiem poprawnie, podejmować rozsądne decyzje, wywiązywać się ze swoich obowiązków i cieszyć się opinią osoby odpowiedzialnej, a mimo to od czasu do czasu doświadczać trudnego do wyjaśnienia poczucia, że jego życie nie do końca należy do niego. 

Nie musi wydarzyć się żaden kryzys. Czasami wystarczy jedno spotkanie, niespodziewane pytanie albo wieczór, podczas którego po raz pierwszy od dawna nie trzeba się spieszyć.

Wtedy pojawia się myśl: jak wiele moich decyzji wynikało naprawdę z tego, czego chciałem, a jak wiele z potrzeby bycia zaakceptowanym?

„Odwaga bycia nielubianym”  Ichiro Kishimiego i Fumitake Kogi jest książką zbudowaną właśnie wokół tego niewygodnego pytania. Choć jej intelektualnym fundamentem pozostaje psychologia Alfreda Adlera, najważniejszy temat nie dotyczy historii psychologii ani teorii osobowości. Ksiażka dotyczy wolności, a dokładniej — ceny, jaką jesteśmy gotowi za nią zapłacić.

„Odwaga bycia nielubianym” nie próbuje uspokajać czytelnika

Niektóre książki psychologiczne dają czytelnikowi poczucie ulgi, ponieważ pomagają nazwać jego doświadczenia. Inne pokazują techniki, dzięki którym łatwiej poradzić sobie ze stresem, lękiem czy trudnymi relacjami. Odwaga bycia nielubianym wybiera inną drogę.

Kishimi i Koga wielokrotnie podważają sposób, w jaki zwykle wyjaśniamy własne życie.

  • „Jestem taki przez dzieciństwo”.
  • „Nie ufam ludziom, ponieważ kiedyś mnie skrzywdzono”.
  • „Nie potrafię wejść w relację, ponieważ brak mi pewności siebie”.
  • „Nie mogę się zmienić, bo taki mam charakter”.

W codziennym doświadczeniu podobne zdania brzmią całkowicie logicznie. Nasza przeszłość bez wątpienia wpływa na sposób przeżywania teraźniejszości. Autorzy, odwołując się do Adlera, proponują jednak spojrzenie znacznie bardziej prowokacyjne: przeszłość wpływa na człowieka, ale nie musi wyznaczać jego przyszłości.

Różnica jest ogromna, jeżeli uznamy siebie przede wszystkim za rezultat wcześniejszych doświadczeń, łatwo zacząć traktować własną historię jak scenariusz, który został już napisany. 

Jeśli natomiast przyjmiemy, że człowiek również interpretuje swoje doświadczenia i nadaje im znaczenie, pojawia się przestrzeń na zmianę.

Autorzy nie pytają więc tylko: „Co ci się wydarzyło?”. Pytają również: „Co dzisiaj robisz z tym, co ci się wydarzyło?”.

I właśnie to pytanie sprawia, że książka potrafi być jednocześnie inspirująca i irytująca.

Czy naprawdę jesteśmy skazani na własny charakter?

Jednym z najciekawszych motywów książki jest adlerowskie rozumienie osobowości. Zamiast traktować człowieka jako właściciela niezmiennego zestawu cech, autorzy chętnie posługują się pojęciem „stylu życia”.

Różnica językowa może wydawać się niewielka, lecz psychologicznie zmienia bardzo wiele.

„Charakter” brzmi jak coś otrzymanego. „Styl życia” sugeruje natomiast sposób funkcjonowania, który został kiedyś wykształcony i który — przynajmniej częściowo — może podlegać zmianie.

Wyobraźmy sobie człowieka, który od lat uważa się za pesymistę. Z czasem określenie przestaje opisywać jego sposób reagowania, a zaczyna definiować codzienność. Nie mówi już: „często spodziewam się negatywnego rozwoju sytuacji”. Mówi: „taki już jestem”.

Właśnie w takich drobnych różnicach językowych czasami zamyka się bardzo dużo psychologicznej przestrzeni.

Jeżeli „taki jestem”, niewiele można zrobić. Jeżeli „tak nauczyłem się patrzeć na świat”, pojawia się pytanie, czy można nauczyć się patrzeć inaczej.

Kishimi i Koga zdecydowanie opowiadają się za drugą możliwością. Ich bohater nie jest gotowym projektem. Może się rozwijać, przekształcać swoje przekonania i wybierać odmienny sposób odnoszenia się do ludzi.

Ta wizja jest pełna nadziei, lecz wymaga również czegoś znacznie trudniejszego niż pozytywne myślenie — odpowiedzialności.

Nieszczęście również może być bezpieczne

Być może jeden z najbardziej przenikliwych wątków książki dotyczy paradoksalnego przywiązania do znanego życia.

Człowiek może szczerze narzekać na samotność, pracę, relację czy własny sposób funkcjonowania i jednocześnie przez lata nie podejmować realnej próby zmiany. Z zewnątrz łatwo nazwać to brakiem motywacji. Wewnątrz sytuacja wygląda bardziej skomplikowanie.

Znane cierpienie ma jedną niezwykle ważną zaletę: jest znane. Wiemy, jak się w nim poruszać.

Człowiek, który od dawna unika bliskich relacji, może cierpieć z powodu samotności, ale samotność chroni go również przed możliwością odrzucenia. Ktoś niezadowolony z pracy może miesiącami mówić o zmianie zawodu, lecz dotychczasowe stanowisko daje przewidywalność, której nie zapewnia nowa droga.

Psychologia od dawna pokazuje, że niepewność potrafi być dla człowieka silnie obciążająca. Nawet niesatysfakcjonujący układ może wydawać się bezpieczniejszy od możliwości, której rezultatu nie znamy.

Kishimi i Koga opisują zmianę nie jako problem wiedzy, ale odwagi. Można doskonale wiedzieć, czego się chce, i nadal pozostawać w miejscu.


Czasami nie trzymamy się starego życia dlatego, że je kochamy. Trzymamy się go dlatego, że nauczyliśmy się w nim bezpiecznie poruszać.

W tej obserwacji w książce „Odwaga bycia nielubianym jest wyjątkowo przekonująca.

Zmiana oznacza bowiem nie tylko możliwość poprawy, lecz również wejście w przestrzeń niepewności. Możemy spróbować i ponieść porażkę, spotkać się z odmową, popełnić błąd albo przez pewien czas czuć się mniej pewnie niż wcześniej. Dopiero wtedy tytułowa „odwaga” zaczyna nabierać właściwego znaczenia.

Czasami nasze słabości również nas przed czymś chronią

W przesłaniu książki pojawia się jeszcze jedna niewygodna myśl: niektóre przekonania o sobie mogą nie tylko opisywać nasze ograniczenia, lecz również pomagać nam czegoś unikać.

Jeżeli człowiek uważa się za osobę kompletnie nieatrakcyjną, może dzięki temu nigdy nie podjąć ryzyka wejścia w bliską relację. Brak relacji staje się wtedy kolejnym potwierdzeniem niskiej samooceny, a niska samoocena uzasadnia dalsze wycofanie.

Powstaje zamknięty obieg.

W jednym z przykładów przedstawionych w materiale Kishimi opisuje studenta przekonanego o własnych wadach, braku pewności siebie i społecznej niezręczności. Im intensywniej młody człowiek analizuje to, czego w sobie nie akceptuje, tym więcej znajduje powodów, aby trzymać innych na dystans.

To ciekawy mechanizm, ponieważ pozwala inaczej spojrzeć na pytanie: „Dlaczego tak bardzo siebie nie lubię?”. Być może czasami równie ważne jest inne: „Przed czym chroni mnie przekonanie, że nie nadaję się do relacji?”.

Odpowiedź nie unieważnia cierpienia, ale może jednak pokazać jego funkcję.

Współczesny człowiek ma dziś niemal nieograniczone możliwości porównywania się z innymi. Instagram, LinkedIn czy Facebook każdego dnia pokazują twarze ludzi piękniejszych, bogatszych, bardziej wysportowanych, podróżujących częściej i odnoszących pozornie większe sukcesy. Przy odpowiednio długiej ekspozycji niemal każdy znajdzie argument potwierdzający, że czegoś mu brakuje.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy samoocena zamienia się w mechanizm unikania życia.

Kiedy wszyscy wokół stają się konkurentami

Kishimi i Koga szczególnie dużo miejsca poświęcają rywalizacji. 

Od dzieciństwa uczymy się porównywania wyników. Najpierw są oceny w szkole, miejsca w konkursach i pochwały dorosłych. Później pojawiają się uczelnie, stanowiska, wynagrodzenia, awanse, mieszkania, samochody, liczba obserwujących czy osiągnięcia dzieci.

Na każdym etapie życia można znaleźć nowy ranking. Sama rywalizacja nie musi oczywiście prowadzić do psychologicznych problemów. Może mobilizować, pomagać w rozwoju i dostarczać informacji o naszych możliwościach. Autorzy zwracają jednak uwagę na sytuację, w której człowiek zaczyna patrzeć na całe życie w kategoriach zwycięzców i przegranych.

W takim świecie drugi człowiek nie jest już po prostu drugim człowiekiem. Staje się punktem odniesienia.

Jego awans może obniżyć nasze poczucie własnej wartości. Jego piękne wakacje przypominają, że siedzimy w domu. Jego sukces zaczynamy interpretować jako informację o własnym pozostawaniu w tyle.

Paradoks polega na tym, że z tego wyścigu właściwie nie można wygrać. Kto osiągnął więcej niż inni, musi pilnować swojej pozycji. Zawsze znajdzie się ktoś młodszy, bardziej skuteczny, bogatszy albo popularniejszy. Sukces nie uwalnia więc od porównywania — może wręcz zwiększać lęk przed jego utratą.

W świecie nieustannie widocznych osiągnięć cudze życie łatwo pomylić z oceną własnego.

Psychologia porównań społecznych dobrze pokazuje, jak naturalny jest mechanizm odnoszenia siebie do innych. Nie chodzi więc o całkowite wyeliminowanie porównywania — byłoby to mało realistyczne. Ciekawsze pytanie brzmi, czy cudze osiągnięcia traktujemy jako informację, czy jako wyrok na temat własnej wartości.

Potrzeba aprobaty może wyglądać jak dobre wychowanie

Najmocniejsza część książki dotyczy jednak nie rywalizacji, lecz uznania. Od dzieciństwa jesteśmy w dużej mierze wychowywani poprzez ocenę. Dobre zachowanie otrzymuje nagrodę, złe spotyka się z karą. Sukces przynosi pochwałę, porażka rozczarowanie. Szybko uczymy się więc, że bycie „dobrym” jest powiązane z reakcją innych ludzi.

Kishimi i Koga pytają, co dzieje się wtedy, gdy ten sam schemat zabieramy ze sobą do dorosłości.

Cudze oczekiwania potrafią wpływać na znacznie więcej decyzji, niż jesteśmy skłonni przyznać. Kierunek studiów bywa wybierany z myślą o zadowoleniu rodziców, a zawodowy sukces nabiera znaczenia głównie wtedy, gdy można się nim pochwalić przed rodziną lub znajomymi. Zdarza się również, że trwamy w niesatysfakcjonującej relacji z obawy przed krytyką otoczenia albo przyjmujemy kolejne obowiązki, choć brakuje nam już na nie czasu i energii. W takich sytuacjach własne potrzeby stopniowo ustępują miejsca pytaniu o to, jak nasze decyzje zostaną odebrane przez innych. Człowiek może wtedy prowadzić bardzo poprawne życie, które stopniowo staje się życiem przeżywanym dla publiczności.

Tytuł książki bywa interpretowany zbyt powierzchownie. „Odwaga bycia nielubianym” nie oznacza zachęty do lekceważenia ludzi, konfliktowości ani egoizmu.

Znacznie trafniej można ją rozumieć jako zgodę na to, że autentyczne życie czasami prowadzi do czyjegoś niezadowolenia.

Jeśli każda nasza decyzja musi zostać zaakceptowana przez otoczenie, trudno mówić o prawdziwej wolności.

Pytanie, nad którym warto zatrzymać na dłużej niż na chwilę

Gdybyś wiedział, że nikt nie będzie cię oceniał — ani pozytywnie, ani negatywnie — czy wszystkie ważne decyzje w swoim życiu podjąłbyś dokładnie tak samo? Nie ma potrzeby, abyś odpowiedział na nie zbyt szybko.

Oddzielić własne życie od życia innych ludzi

Jednym z najbardziej praktycznych elementów myślenia adlerowskiego obecnego w książce jest rozdzielanie odpowiedzialności.

Granica brzmi prosto: pewne zadania należą do mnie, inne należą do drugiego człowieka.

W praktyce bardzo łatwo ją przekraczać.

Rodzic zaczyna traktować oceny dziecka jak świadectwo własnego rodzicielstwa. Partner uznaje, że wie, jak druga osoba powinna znaleźć pracę. Dorosłe dziecko próbuje organizować życie starszym rodzicom. Przełożony chce decydować nie tylko o rezultatach pracy, ale również o sposobie myślenia pracowników.

W każdym z tych przykładów troska może być szczera. Kłopot zaczyna się w momencie, w którym troska przechodzi w kontrolę.

Autorzy proponują bardzo wymagający rodzaj szacunku: mogę cię wspierać, ale nie mogę przeżyć twojego życia za ciebie.

Dla rodziców jest to szczególnie trudna perspektywa. Widząc, że dziecko podejmuje decyzję, która może zakończyć się niepowodzeniem, naturalnie chcemy interweniować. Problem polega na tym, że przejmując odpowiedzialność za każdy wybór, możemy nieświadomie pozbawiać młodego człowieka możliwości doświadczenia konsekwencji własnych decyzji.

Podobnie wygląda to w partnerskich relacjach dorosłych, bo pomoc bardzo łatwo pomylić z zarządzaniem.

Kiedy bliska osoba traci pracę, możemy natychmiast stworzyć jej plan działania, przeglądać oferty, proponować kontakty i naciskać na kolejne decyzje. Czasami będzie to potrzebne. Innym razem będzie przede wszystkim sposobem na uspokojenie naszego własnego lęku.

Granica między wspieraniem a kontrolowaniem jest jednym z miejsc, w których książka naprawdę prowokuje do autorefleksji.

Być wolnym nie znaczy żyć tylko dla siebie

Na tym etapie mogłoby się wydawać, że „Odwaga bycia nielubianym” prowadzi do pochwały skrajnego indywidualizmu.

Łatwo byłoby odczytać te idee jako zachętę do większego dystansu wobec innych: nie zabiegać o ich aprobatę, nie ingerować w ich wybory i przede wszystkim skoncentrować się na własnym życiu. Adler zmierza jednak w zupełnie innym kierunku. Niezależność od cudzych ocen nie ma prowadzić do obojętności, lecz tworzyć przestrzeń dla relacji, w których jest mniej kontroli i potrzeby uznania, a więcej autentycznego zainteresowania drugim człowiekiem.

Człowiek jest częścią wspólnoty i właśnie poczucie przynależności oraz wkładu w coś większego od samego siebie ma stanowić ważny element dobrostanu. Autorzy rozszerzają ideę wspólnoty bardzo szeroko — daleko poza rodzinę, znajomych czy współpracowników.

Najciekawsze nie jest jednak samo filozoficzne pojęcie „globalnej wspólnoty”, lecz wynikająca z niego zmiana perspektywy.

Zamiast pytać bez końca: „Co świat powinien mi dać?”, można czasem zapytać: „Co ja mogę wnieść?”.

Taka myśl brzmi pozornie staroświecko w kulturze mocno skoncentrowanej na indywidualnych potrzebach. Jednocześnie badania nad dobrostanem od dawna pokazują znaczenie relacji, przynależności, poczucia sensu i bycia potrzebnym.

Kishimi i Koga idą jednak o krok dalej. Twierdzą, że przesadne skupienie na sobie może paradoksalnie wzmacniać cierpienie.

Nadmierne skupienie na sobie potrafi paradoksalnie oddalać nas od innych ludzi. Podczas rozmowy, zamiast słuchać i być naprawdę obecnym, zaczynamy obserwować własne zachowanie, kontrolować wypowiadane słowa i doszukiwać się znaczenia w reakcjach rozmówcy. Zwykłe spojrzenie, chwila ciszy czy brak odpowiedzi na wiadomość mogą wówczas uruchomić serię domysłów dotyczących tego, jak zostaliśmy odebrani.

Im więcej uwagi poświęcamy własnemu wizerunkowi, tym mniej pozostaje jej na rzeczywiste spotkanie z drugim człowiekiem. Rozmowa przestaje być relacją, a zaczyna przypominać nieustanne sprawdzanie siebie w lustrze cudzych reakcji. Być może właśnie dlatego pewną ulgę przynosi moment, w którym przestajemy tak intensywnie obserwować siebie i zaczynamy z większą ciekawością dostrzegać ludzi oraz świat znajdujący się poza nami.

Najbardziej kontrowersyjna strona „Odwagi bycia nielubianym”.  

W tym miejscu potrzebny jest jednak pewien dystans. Radykalność psychologii adlerowskiej przedstawionej przez Kishimiego i Kogę bywa atrakcyjna właśnie dlatego, że daje człowiekowi dużo sprawczości. Ten sam mechanizm może prowadzić do uproszczeń.

Szczególnie ostrożnie trzeba traktować pogląd, że nasze obecne problemy można w dużym stopniu rozumieć poprzez cel, któremu służą.

Przy nieśmiałości czy unikaniu relacji taka perspektywa może być niezwykle użyteczna. Pozwala zauważyć, że wycofanie zmniejsza ryzyko odrzucenia.

Nie wszystkie problemy psychiczne można jednak interpretować w ten sposób.

Doświadczenia traumatyczne rzeczywiście wpływają na układ nerwowy, regulację emocji i sposób reagowania na zagrożenie. Zaburzenia lękowe, depresja czy konsekwencje przemocy nie znikają wyłącznie dzięki podjęciu decyzji o zmianie nastawienia.

Jeszcze większą ostrożność budzą przedstawione w materiale rozważania dotyczące jąkania. Sprowadzanie go przede wszystkim do lęku przed oceną byłoby z perspektywy współczesnej wiedzy zbyt daleko idącym uproszczeniem.

I właśnie tutaj warto rozróżnić filozoficzną wartość książki od jej wartości diagnostycznej.

Odwaga bycia nielubianym ” jest znacznie ciekawsza jako książka o odpowiedzialności, relacjach i wolności niż jako kompletna teoria ludzkiej psychiki.

Nie musi mieć racji we wszystkim, aby zadawać bardzo dobre pytania.

Pracoholizm też może potrzebować widowni

Jednym z mniej oczywistych, a interesujących motywów książki jest spojrzenie na pracę.

W kulturze produktywności pracoholizm potrafi wyglądać niemal jak cnota. Osoba stale zajęta bywa podziwiana. Kalendarz wypełniony spotkaniami może świadczyć o znaczeniu. Kolejne projekty, awanse i cele tworzą poczucie ruchu.

Autorzy sugerują jednak, że za nadmiernym zaangażowaniem w pracę czasami stoi nie tylko ambicja. Może stać tam potrzeba uznania.

Praca jest jednym z miejsc, w których dorosły człowiek regularnie otrzymuje ocenę: wyniki, pieniądze, stanowisko, prestiż, pochwałę przełożonego. Kto bardzo potrzebuje potwierdzenia własnej wartości, może więc znajdować w aktywności zawodowej wyjątkowo skuteczne źródło psychologicznej nagrody.

Cena bywa wysoka. Rodzina otrzymuje resztę czasu. Przyjaźnie słabną. Odpoczynek zaczyna wywoływać poczucie winy, ponieważ przez chwilę nie ma czego osiągać.

Nie każdy ambitny człowiek jest oczywiście pracoholikiem i nie każda kariera skrywa potrzebę aprobaty. Książka skłania jednak do ciekawego pytania: gdyby nikt nie widział naszych osiągnięć, czy nadal zależałoby nam na nich równie mocno?

Odpowiedź sporo mówi o źródłach motywacji.

Szczęście jako bycie potrzebnym, a nie podziwianym

Wiele popularnych książek rozwojowych prowadzi czytelnika w kierunku maksymalizowania siebie: swoich możliwości, wyników, pewności siebie czy skuteczności.

Odwaga bycia nielubianym” robi coś ciekawszego. Najpierw mówi: przestań tak bardzo przejmować się ludźmi, a później dodaje: i właśnie dzięki temu spróbuj być bliżej ludzi. Sprzeczność jest tylko pozorna.

Kiedy inni przestają być publicznością, przed którą próbujemy potwierdzać własną wartość, łatwiej zobaczyć w nich partnerów, a nie sędziów czy konkurentów. Sukces drugiego człowieka nie musi wtedy umniejszać naszym osiągnięciom, dzięki czemu możemy przyjąć go bez poczucia, że sami coś tracimy. Podobna zmiana zachodzi w bliskich relacjach: rezygnacja z potrzeby kontrolowania pozwala wspierać drugą osobę bez przekonania, że wiemy lepiej, jak powinna ułożyć swoje życie. Również świadomość, że możemy zostać odrzuceni lub niezrozumiani, nie musi zamykać nas na bliskość — przeciwnie, pozwala budować relacje bez ciągłego chronienia się przed możliwością zranienia.

Wolność i wspólnota okazują się więc nie przeciwnikami, lecz dwiema stronami tego samego dojrzewania.

To jedna z najciekawszych myśli pozostających po lekturze.

Dlaczego ta książka może być szczególnie ważna po czterdziestce?

Młodość sprzyja przekonaniu, że wszystkie ważne zmiany można jeszcze przełożyć. Najpierw skończymy studia, a potem trzeba zbudować pozycję zawodową, zarobić pieniądze, wychować dzieci, spłacić kredyt, zadbać o rodzinę.

Życie stopniowo wypełnia się obowiązkami, z których większość ma dobre uzasadnienie.

Po czterdziestce czy pięćdziesiątce pytanie o własne wybory potrafi jednak zabrzmieć znacznie mocniej. Czas przestaje być abstrakcyjny. Człowiek zaczyna dostrzegać, że „kiedyś” nie jest nieskończonym zasobem.

Wtedy idea odwagi bycia nielubianym przestaje przypominać młodzieńczy bunt. Może oznaczać coś zupełnie innego: zgodę na zmianę pracy pomimo zdziwienia otoczenia, rezygnację z roli człowieka zawsze dostępnego, postawienie granicy dorosłym dzieciom albo odrzucenie kolejnego obowiązku, którego podjęlibyśmy się wyłącznie z poczucia winy.

Nie zawsze potrzebujemy wielkiej rewolucji, bo czasem wolność zaczyna się od jednego zdania wypowiedzianego bez długiego usprawiedliwiania.

Co zostaje po lekturze?

Największa wartość „Odwagi bycia nielubianym” nie polega na tym, że książka przekazuje zestaw prawd, które trzeba przyjąć.

Jej siła leży w zakłócaniu oczywistości.Po lekturze zaczynamy uważniej przyglądać się temu, jak wiele miejsca w naszym życiu zajmuje przeszłość i czy rzeczywiście powinna nadal wpływać na dzisiejsze wybory. Inaczej można również spojrzeć na brak pewności siebie, który czasem nie tylko ogranicza, lecz także pozwala bezpiecznie wycofać się z sytuacji wymagających odwagi lub niosących ryzyko porażki.

Podobne pytania pojawiają się w relacjach. Granica między troską o bliskiego człowieka a próbą kierowania jego życiem nie zawsze jest przecież łatwa do zauważenia. Równie nieoczywista okazuje się potrzeba aprobaty — po latach zabiegania o uznanie trudno rozpoznać, gdzie kończy się naturalna potrzeba akceptacji, a zaczyna podporządkowywanie własnych decyzji cudzym oczekiwaniom.

Książka skłania też do przyjrzenia się naszym ambicjom. Nie każdy cel realizujemy wyłącznie dla siebie; czasem ważna staje się również możliwość pokazania innym, że odnieśliśmy sukces. W tle pozostaje więc jedno z najciekawszych pytań tej książki: czy potrafimy patrzeć na ludzi wokół nas jak na towarzyszy własnej drogi, zamiast nieustannie sprawdzać przy nich swoją wartość?

Pod tym względem książka Kishimiego i Kogi jest znacznie bardziej filozoficzna niż typowy poradnik rozwojowy. Jej dialogowa konstrukcja służy ścieraniu się dwóch sposobów patrzenia na człowieka: jednego, który szuka przyczyn obecnego życia przede wszystkim w przeszłości, oraz drugiego, który mocniej akcentuje cel, wybór i odpowiedzialność.

Książka niewygodna, ale potrzebna

Nie nazwałbym „Odwagi bycia nielubianym” książką, z którą łatwo się zgodzić. Momentami jest zbyt kategoryczna, miejscami upraszcza złożone mechanizmy psychologiczne, a radykalizm przedstawianej wersji myśli Adlera może wywoływać uzasadniony sprzeciw.

Paradoksalnie właśnie dlatego warto ją czytać uważnie. Najciekawsze książki psychologiczne nie zawsze są tymi, które potwierdzają nasze przekonania. Czasem większą wartość mają te, przy których odkładamy lekturę na chwilę i zaczynamy się spierać — najpierw z autorem, a później trochę ze sobą.

Kishimi i Koga dotykają bowiem czegoś bardzo podstawowego: pragnienia, by nasze życie zostało zaakceptowane przez innych.

Pragnienie to jest całkowicie ludzkie. Potrzebujemy więzi, uznania i poczucia przynależności. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy akceptacja staje się warunkiem podejmowania własnych decyzji.

Wtedy wolność zaczyna się kurczyć niemal niezauważalnie.

Człowiek nie budzi się pewnego ranka z odkryciem, że przez dwadzieścia lat żył dla cudzych oczekiwań. Znacznie częściej dzieje się to małymi krokami: jedna decyzja dla świętego spokoju, kolejna z obawy przed oceną, następna dlatego, że „tak wypada”.

Po latach trudno już rozpoznać, które wybory należały naprawdę do nas.

I chyba właśnie tutaj znajduje się najważniejsza myśl Odwaga bycia nielubianym

Odwaga bycia nielubianym nie polega na tym, że przestajemy potrzebować ludzi.

Polega na tym, że uczymy się być z nimi blisko, nie oddając im prawa do napisania za nas własnego życia.

Zostaw swoją myśl

Jeśli ten tekst skłonił Cię do refleksji, podziel się nią. Twój komentarz może być również inspiracją dla innych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *